28 września 2017 roku uczniowie klas IV-VII, w ramach realizacji programu „Kultura niejedno ma imię”, wyjechali do centrum swego rodzinnego miasta, by poznać jego historię i zobaczyć najciekawsze miejsca.
A wszystko zaczęło się od wzgórza Świętego Mikołaja, gdzie miasto miało swoje początki. Dziś w tym miejscu znajdują się zabudowania klasztorne ss. Benedyktynek oraz Ośrodek Kultury i Formacji Chrześcijańskiej.

O dziejach miasta i jej założycielach ciekawie opowiedziała nam pani przewodnik - Zofia Bieńkowska. Po zwiedzeniu Opactwa Sióstr Benedyktynek, Czarnej Kaplicy oraz ciekawych wystaw znajdujących się w Ośrodku Kultury i Formacji Chrześcijańskiej, przeszliśmy na sąsiednie wzgórze, na którym był lokowany Jarosław.

Poznawanie historii rodzinnego grodu zakończyliśmy w Cerkwi pw. Przemienienia Pańskiego. Gospodarz świątyni, ksiądz Krzysztof Błażejewski, przedstawił dzieje parafii greckokatolickiej, opowiedział o jednej z najpiękniejszych ikon znajdującej się w tym miejscu, czyli o cudownej ikonie Matki Bożej nazywanej Bramą Miłosierdzia, której powstanie datuje się na rok 1640. To obraz, który, decyzją papieża Franciszka, 8 grudnia 2015 roku był obecny w Watykanie podczas otwarcia Roku Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia.

W Parku Jurajskim

ROK SZKOLNY 2011 / 2012

Na bieszczadzkim szlaku

 

Dnia 14 czerwca 2012 r. o godz. 6.00 rozpoczęliśmy naszą dwudniową podróż w Bieszczady. W drogę wyruszyły z nami trzy osoby: przewodnik i ratownik Bieszczadzkiej Grupy GOPR – pan Jacek Hołub i dwoje nauczycieli.

Już sama podróż w Bieszczady była ciekawą lekcją, podczas której pojawiły się treści dotyczące przyrody, historii i języka polskiego. Takie swoiste „trzy w jednym”, bo pracowaliśmy z mapką województwa podkarpackiego, poznawaliśmy historię regionu oraz czytaliśmy, a potem – co trudniejsze - opowiadaliśmy legendy o Bieszczadach.

Zwiedzanie Bieszczad rozpoczęliśmy od spaceru po Ogrodzie Biblijnym w Myczkowcach, obejrzeliśmy też 140 makiet cerkwi greckokatolickich, prawosławnych oraz kościołów rzymskokatolickich z terenu południowo-wschodniej Polski, Słowacji oraz Ukrainy. Wszystkie miniatury wykonano w skali 1:25.

Kolejnym punktem wycieczki był spacer „Solińskimi Krupówkami”, zakup pamiątek oraz rejs po Jeziorze Solińskim.

Drugi dzień wycieczki to wędrówka po górach i zdobywanie najwyższego szczytu Bieszczad. Nasza trasa wiodła z Wołosatego na Tarnicę, a następnie w do Ustrzyk Górnych. Mieliśmy okazję podziwiać piękno polskich Bieszczad, poznać ich historię. I - nie ukrywajmy – zmęczyliśmy się mocno. Najgorsze były niewygodne buty, ale okazało się, że niektórzy mają tak dobre serca, że nawet własne buty oddadzą cierpiącej na otarcia koleżance. I tak trzymać.

 

Ostatnim punktem był pobyt w pokazowej zagrodzie aklimatyzacyjnej dla żubrów w Mucznem.

Pogoda i humory nam dopisały. Mimo że Bieszczady powitały nas deszczem, to tuż po naszym przybyciu niebo się rozpogodziło – towarzyszyły nam na zmianę słońce i chmury.

Nie zdążyliśmy jeszcze wrócić do Jarosławia, gdy niektórzy już zadawali pytania:

- Dokąd pojedziemy w przyszłym roku?

Czyżby dotknęła ich pasja podróżowania. Byłby to bardzo dobry symptom. Wszak „ podróże kształcą”, choć najistotniejszą podróż odbywamy zawsze do swego wnętrza.

W Ogrodzie Biblijnym w Myczkowcach

Myczkowce – wystawa makiet cerkiewek

"Solińskie Krupówki"

Podczas rejsu po Zalewie Solińskim

Wołosate – początek naszej pieszej wędrówki na Tarnicę

Czas na odpoczynek i posiłek podczas wspinaczki na Tarnicę

Zagroda żubrów w Mucznem

Trasa naszej wędrówki


ROK SZKOLNY 2009/ 2010

Wycieczka do Krakowa i Wieliczki

10 czerwca 2010 r.

 

Po całym roku wytężonej pracy wreszcie doczekaliśmy się dwóch rzeczy: wycieczki w góry i….końca roku szkolnego.

Dnia 10 czerwca 2010 roku wyjechaliśmy z zaprzyjaźnionym przewoźnikiem w trasę do Wieliczki i Krakowa. Humory nam dopisywały, chociaż droga się dłużyła. Perspektywa mile spędzonych chwil nie zmąciła trudów podróży.

Wieliczka

Jesteśmy już na miejscu. Zmierzamy do Kopalni Soli, gdzie czeka na nas przewodnik. Nikt z nas nie był jeszcze w kopalni, dlatego jesteśmy niezmiernie ciekawi jak ona wygląda i w jaki sposób wydobywano sól.

Po pokonaniu 378 stopni w dół zeszliśmy na poziom I ( Podszybie Daniłowicza), skąd zaczęliśmy się zwiedzanie zabytkowych wyrobisk. Popróbowaliśmy, czy ściany wyrobisk są z soli – rzeczywiście były słone.

Ależ tu pięknie!!! Warto uchwycić i zatrzymać te chwile.

Komora Kazimierza Wielkiego – w głębi kierat konny do transportu solnych bałwanów

Kaplica Świętej Kingi

Naszą wędrówkę zakończyliśmy na głębokości 135,6 m pod ziemią. Na powierzchnię wyjechaliśmy windą, bo kto pokonałby taką liczbę schodów ...

Już na powierzchni

Po zwiedzeniu kopalni mieliśmy krótką przerwę, by zregenerować siły.

Potem udaliśmy się w kierunku królewskiego grodu, czyli do Krakowa, gdzie byliśmy umówieni z przewodnikiem.

Niektórzy z nas byli już trochę zmęczeni, doskwierał upał, a i tempo pani narzuciła nam niezłe. Nie było wyjścia, czekając na przewodnika na Wawelu, musieliśmy się trochę posilić i odpocząć.

W oczekiwaniu na przewodnika

Wraz z przewodnikiem, rodem z Jarosławia zwiedziliśmy Komnaty Królewskie, a wśród nich: Salę Senatorską, Salę pod Orłem, Salę Poselską. Mieliśmy okazję podziwiać słynne arrasy.

Po zmianie przewodnika, udaliśmy się obejrzeć Katedrę Królewską na Wawelu wraz Dzwonem Zygmunta. Nie mogliśmy się doczekać zejścia do podziemi i zobaczenia krypty Lecha i Marii Kaczyńskich.

Przed Kaplicą Zygmuntowską - w oczekiwaniu na wejście do krypty

Opuściliśmy Wzgórze Wawelskie i spacerkiem udaliśmy się na Rynek krakowski. Udało się nam usłyszeć hejnał, a niektórzy ( trzeba mieć to „sokole oko”) dojrzeli też i samego hejnalistę na wieży Kościoła Mariackiego.

Zgodnie z tradycją, należało zrobić zdjęcia przy pomniku Adama Mickiewicza.

Około godziny 19.00 zmęczeni, ale pełni wrażeń, pożegnaliśmy Kraków i udaliśmy się w drogę powrotną do domu.

 


ROK SZKOLNY 2008/ 2009

Wycieczka w Pieniny

Jak ten czas szybko mija. Wydaje się, że ledwie wróciliśmy z Gór Stołowych, a tuż już kolejna wiosna… kolejne wakacje… a zatem czas na kolejny wypad w góry. Tym razem były to Pieniny.

Rankiem 16 czerwca 2009 r. wyruszyliśmy w drogę. Podróż minęła bardzo spokojnie, bez nagłych postojów i jeszcze przed południem dotarliśmy do malowniczo położonej Ochotnicy Górnej, w której mieliśmy nocleg.

Po rozlokowaniu i zajęciu pokojów, wyruszyliśmy na spotkanie z przewodnikiem. Oczekiwał nas przed kościołem w Krościenku. Po ustaleniu trasy i dostosowaniu jej do kondycji naszych - zmęczonych już – wycieczkowiczów pojechaliśmy do miejscowości Sromowce Wyżne, gdzie rozpoczyna się spływ Dunajcem. Zaopatrzeni w kapoki rozpoczęliśmy naszą wodna przygodę.

Płynąc Dunajcem, bezwiednie znaleźliśmy się w sąsiednim kraju, ponieważ odcinek tej rzeki stanowi granicę ze Słowacją.

 

Czas spędzony na tratwie był tak relaksujący, że nawet informacja o awarii autokaru nie była w stanie zepsuć nam wspaniałych humorów.

Relaks nie sprzyja jednak wysiłkowi fizycznemu, gdyż - jak się okazało - późniejsze wejście na Palenicę stanowiło dla nas nie lada problem, zwłaszcza że pogoda zaczęła nam płatać figle. I po zdobyciu szczytu wyglądaliśmy tak…

W strugach deszczu, ale w towarzystwie dwóch przepięknych tęcz zjechaliśmy kolejką linowa do centrum Szczawnicy. Stamtąd zmęczeni i głodni powróciliśmy do Ochotnicy na gorący posiłek. Po obiedzie odzyskaliśmy siły.

Nie tylko na to, by rozegrać mecz, ale też aby trochę pośpiewać, potańczyć i pożartować przy pysznym pieczonym chlebie z masłem czosnkowym.

Drugi dzień

 

17.06. 2009 r.

 

Cóż…następny dzień ( po nieprzespanej nocyJ, bo szkoda czasu na sen w czasie wycieczki) zapowiadał się ciężko.

Przewodnik postanowił wspiąć się z nami na Trzy Korony. Dobrze, że podejście wybrał dość łagodne, bo nie wiadomo kto zdołałby się tam wdrapać.

 

 

Nabieramy sił przed dość stromym podejściem na Trzy Korony

(Przełęcz Chwała Bogu)

 

Resztkami sił wspinamy się na punkt widokowy. Wreszcie na szczycie!

 

Ale wspaniałe widoki.

Wycieczka była męcząca, ale dla takich krajobrazów warto się trochę natrudzić. Wszyscy szczęśliwi, zdrowi i pełni wrażeń wróciliśmy do domu z nadzieją, że za rok wyruszymy znów na górskie szlaki…

 


ROK SZKOLNY 2007/ 2008

W tym roku postanowiliśmy nieco zmienić zwyczaje i wyruszyć w góry jesienią, a nie wiosną jak to zwykle bywało. Ze względu na krótkie jesienne dni i zmienną pogodę wybraliśmy się na wycieczkę jednodniową w Góry Świętokrzyskie. Jak zwykle oprócz uczniów klas III-VI, wyruszyły z nami gimnazjalistki: Justyna W., Beata K., Anna M.

 

Swięty KrzyżWyjazd nastąpił bladym świtem, by raniutko wejść na Święty Krzyż, otoczony przybranymi w kolory jesieni lasami. Zwiedziliśmy klasztor, gdzie znajdują się relikwie krzyża, na którym - wg legendy - zmarł Pan Jezus. Tutaj również młody nowicjusz ze zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokonanej oprowadził nas po muzeum misyjnym, w którym zgromadzone zostały pamiątki przywiezione przez ojców z różnych egzotycznych krajów. Później zwiedziliśmy Muzeum Przyrodnicze oraz cele, w których przetrzymywano więźniów w czasie II wojny światowej. Po posiłku zeszliśmy do autokaru i udaliśmy się do Bałtowskiego Parku Jurajskiego.

 

Uczniowie Szkoły Podstawowej Nr 9 w Jarosławu w Parku Jurajskim

 

Tutaj młoda przewodniczka bardzo ciekawie opowiedziała nam o mieszkańcach parku, czyli dinozaurach, m.i.n. diplodokach, sejsmozaurach, euoplocefalach, korytozaurach, kentrozaurach.

Potem, będąc jeszcze pod wrażeniem spotkania z tymi gadami, zwiedziliśmy „Zwierzyniec Dolny” z bażantami, papugami, szopami - praczami i skunksami – a następnie pojechaliśmy specjalnym schoolbusem do „Zwierzyńca Górnego”, gdzie żyją daniele, jelenie Dybowskiego, strusie, lamy, muflony, owce kameruńskie i śruborogie, alpaki, bydło szkockie i inne egzotyczne zwierzęta, które traktowały nas jak intruzów, wchodzących zbyt natarczywie w ich świat.
Pełni wrażeń wsiedliśmy do autobusu, by wraz ze zmierzchem rozpocząć drogę powrotną.

Wycieczka w Góry Stołowe i do Wrocławia

Rok 2007/2008 zakończyliśmy bardzo miło, ponieważ oprócz świetnych ocen na świadectwie mieliśmy okazję zmienić na chwilę miejsce zamieszkania i pobyć w bardzo urokliwych zakątkach naszego kraju.

W dniach 17,18 i 19 czerwca wybraliśmy się w te miejsca Polski, których do tej pory nie mieliśmy okazji zobaczyć. Wraz z nami Polskę południowo -zachodnią zwiedzała mała, ale wspaniała grupa młodzieży z kl. I gimnazjum w Szówsku.

Aby nie uronić ani chwili przeznaczonej na zwiedzanie i podziwianie postanowiliśmy rozpocząć naszą podróż już 16 czerwca ok. godziny 22.00. Była to zatem podróż nieco ekstremalna, ponieważ gdy rano dotarliśmy do Kudowy – Zdroju byliśmy dość zmęczeni, ale ledwie pozwolono nam zjeść śniadanie, by zaraz potem wybrać się w Błędne Skały. Nikt nie zważał na pogodę.

Popołudnie 17 czerwca było dla nas nieco bardziej łaskawe, deszcz przestał padać, ale wrażeń ekstremalnych nie brakło, ponieważ pojechaliśmy do Czermnej, by zobaczyć Kaplicę Czaszek. Tam naprawdę były same kości!:-(
Aby ukoić stargane nerwy dziewczyn udaliśmy się do Wambierzyc, by zwiedzić Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin.

Pierwszy dzień był nieco meczący, a padający deszcz dość mocno nas zmoczył, dlatego noc upłynęła spokojnie. Wypoczęci, wczesnym rankiem 18 czerwca zjedliśmy śniadanie w schronisku „Solan” i dziarsko ruszyliśmy na Śnieżnik.

 

Po drodze spotkaliśmy niedźwiedzia... był to jednak bardzo stary niedźwiedź, po którym zostały tylko kości.

Po zdobyciu szczytu mieliśmy jeszcze wystarczająco dużo energii, by pojechać do Międzygórza i obejrzeć malowniczy wodospad Wilczki.

Ostatniego dnia (19.06.2008 r.) postanowiliśmy nieco zmienić scenerię i wyruszyć na podbój Wrocławia.


Trzeci dzień wycieczki bywa już męczący, zwłaszcza w mieście latem. Wszak my kochamy przestrzeń...:-)
Przyznać trzeba jednak, że zabytki wrocławskie są imponujące.

Katedra św. Jana Chrzciciela to największa ikona miasta Wrocławia widziana prawie z każdego zakątka miasta. Ta gotycka bazylika o wysokości 91 m i długości 68 m jest dotychczas najwyższą budowlą Wrocławia. Przepiękna budowla kryje w swoich wnętrzach wiele znakomitych zabytków, śladów historii: ołtarz, Kaplica Zmartwychwstania, płyta nagrobna biskupa wrocławskiego Władysława, figura NMP z Dzieciątkiem, Kaplica Najświętszego Sakramentu, Kaplica św. Jana Chrzciciela, Kaplica św. Kazimierza Jagiellończyka, Kaplica Mariacka, Kaplica św. Jadwigi Śląskiej, Kaplica św. Józefa, Kaplica św. Elżbiety, Kaplica Elektorska.

Kościół św. Krzyża i św. Bartłomieja to świątynia zbudowana w stylu gotyckim w 1288 roku przez Henryka IV Prawego. W kościele możemy zwiedzać: Tron Łaski z klęczącym przy nim Henrykiem IV oraz Matyldą, nagrobek Henryka IV, ołtarz gotycki, płyta nagrobna Stanislausa Sauera. Bardzo ciekawa historia związana jest z budową kościoła. Otóż w trakcie wykonywania fundamentów budowniczy wykopali bardzo symboliczny korzeń przypominający kształtem Jezusa Chrystusa oraz dwie postacie przy nim klęczące. Wznoszony pod imieniem świętego Bartłomieja kościół musiał uwzględnić to wydarzenie i tak powstała dwupoziomowa budowla. Teoretycznie jeden poziom dedykowany jest św. Bartłomiejowi, a drugi św. Krzyżowi.

Brama Kluszczana łącząca budynki kościoła św. Idziego oraz domu Kapituły owiana jest bardzo ciekawą legendą. Mówi ona, że pewien chłop, któremu zmarła żona potrafiąca gotować przepyszne kluski śląskie przybył na targ do Wrocławia i wielce strudzon zasnął u podnóża kościoła św. Idziego. Przyśniła mu się jego ukochana żona i kiedy się obudził zobaczył przed sobą talerz pełen pysznych klusek pokraszonych wędzonką. Zjadł wszystkie, ale ostatnią zostawił. Właśnie ta kluska ześlizgnęła mu się z łyżki i potoczyła się łukiem bramy i przywarła do niego.

Trzeba jednak przyznać, że wrocławianie mają poczucie humoru i na ich ulicach można spotkać takie widoki.

Ostatnim miejscem, które zwiedziliśmy była Panorama Racławicka, bo jakże my – uczniowie szkoły noszącej imię Tadeusza Kościuszki – moglibyśmy ominąć to miejsce.

Z historycznych pól bitewnych szybko przenieśliśmy się do współczesności i udaliśmy się do Galerii Dominikańskiej (nowoczesnego centrum handlowego), by zjeść przepyszne lody.
A potem już tylko podróż powrotna i wspomnienia...


ROK SZKOLNY 2006/2007

Podtrzymując wieloletnią tradycję w dniach 4-5 czerwca 2007 r. wybraliśmy się w góry, aby przemierzyć nowe nieznane nam jeszcze szlaki. W wycieczce brali udział uczniowie klas III-VI oraz absolwentki naszej szkoły, obecnie gimnazjalistki (GP nr 4): Ania B., Anaïs M., Letycja M., Monika K. Program wycieczki, dokładnie zaplanowany, przewidywał jednak nieprzewidywalność górskiej pogody, dlatego pan przewodnik miał przygotowany PLAN B.


Dzieci z SP9 w jaskini

Pierwszego dnia wędrowaliśmy Doliną Kościeliską, by później zajrzeć do ziiiiimnej , wąskiej, ciemnej i mokrej Jaskini Mroźnej. Po pokonaniu stromego i śliskiego zejścia zatrzymaliśmy się nad potokiem Kirowa Woda, by wzmocnić osłabione siły „małym co nieco” - jak rzekłby Kubuś Puchatek- oraz wymoczyć obolałe nogi w chłodnej wodzie. Następnie nasz przewodnik – pan Piotr G. – zarządził wymarsz ku Wąwozowi Kraków, dokąd nie wszyscy chcieli iść, czując zmęczenie i bunt otartych stóp, którym niełatwo było pokonywać skalistą powierzchnię wąwozu. Wreszcie – zmęczeni – dotarliśmy do autokaru i pojechaliśmy na pyszną kolację przygotowaną przez sympatyczną gaździnę z Majerczykówki. Gorące dania sprawiły nagły przypływ sił żywotnych i niechęć do łóżek. Mimo zachęt, próśb i gróźb opiekunów, robiliśmy wszystko, by nie spać.

Po przespanej (bądź nieprzespanej) nocy ruszyliśmy w stronę Kuźnic.Tam pan przewodnik, widząc nasze niewyspane twarze, zdecydował, że przemierzymy bardzo łatwą i łagodną trasę. Ruszyliśmy w stronę Kalatówek, gdzie zwiedziliśmy Pustelnię Brata Alberta i powędrowaliśmy w stronę polany, na której mogliśmy przez chwilę odpocząć. Następnie szliśmy Doliną Białego, podziwiając piętra roślinności górskiej. Koniec dnia był dość zaskakujący, bo pan Piotr G. - przewodnik i ratownik górski – zaprosił nas do siedziby głównej TOPR, gdzie obejrzeliśmy film ukazujący jak piękne i zarazem niebezpieczne potrafią być góry.

Będąc jeszcze pod wrażeniem filmu udaliśmy się na Gubałówkę, a stamtąd na Butorowy Wierch, by zasmakować jazdy krzesełkową kolejką linową.Trzeba uczciwie przyznać, że nie wszyscy wykazali się tutaj odwagą. Na dole czekał na nas autokar, który ponownie zawiózł nas do pani gaździny, skąd jak zwykle posileni pysznym obiadem ruszyliśmy w stronę domu, uciekając przed burzą, która rozpętała się nad Zakopanem.

 


Rok szkolny 2005/2006

Podtrzymując wieloletnią tradycję również w roku szkolnym 2005/2006 wybraliśmy się na wycieczkę. Oczywiście była to wyprawa w góry.
Tym razem postanowiliśmy zwiedzić najbliższe nam „zielone wzgórza nad Soliną”. Pogoda w dniach 19-20 czerwca była wyśmienita, więc i humory nam dopisywały.
Pierwszego dnia zaczęliśmy ostrą wspinaczkę na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę pod czujnym okiem pana Jacka Hołuba wieloletniego, doświadczonego pracownika GOPR i przewodnika. Marsz ku górze był bardzo wyczerpujący, ale warto było wycisnąć z siebie „ siódme poty” by zobaczyć pejzaże, które są widoczne tylko stamtąd.
Mimo narzekań i utyskiwań malkontentów udało się nam szczęśliwie zejść i dotrzeć do wyjątkowego miejsca, w którym mieliśmy przygotowaną kolację i nocleg – ośrodka wypoczynkowego „Cień PRL-u”. Po kolacji nasi „zmęczeni” uczniowie przygotowali program artystyczny, w którym wykazali się swoimi talentami aktorskimi i muzycznymi oraz poczuciem humoru.
Zmęczeni w ciągu dnia uczniowie, wieczorem odzyskali siły i nie sposób było ich zapędzić do łóżek.

Za to rano jeszcze trudniej było ich obudzić. Jednakże po krótkich, acz rzeczowych poleceniach pani Marty Aab wszyscy stawili się w jadalni na śniadaniu. Wkrótce potem sprawnie i szybko spakowani pojawili się w autokarze. Nie był to jednak koniec naszej wycieczki. Wyruszyliśmy, choć w okrojonym składzie, na Połoninę Wetlińską. Najbardziej wyczerpani uczestnicy naszej wycieczki zostali na parkingu pod opieką pani Barbary Jańczak.
I tylko potem z żalem słuchali opowieści swoich kolegów i koleżanek, którym dane było przejść całą Połoninę Wetlińską i dotrzeć do schroniska zwanego „Chatką Puchatka”. Nigdzie herbata z cytryną nie jest tak pyszna i ... tak droga.:)
Po dotarciu do autokaru wyruszyliśmy w stronę ośrodka „Wagabuda”, gdzie zapaliliśmy ognisko i upiekliśmy kiełbaski, które otrzymaliśmy w prezencie od pana Szarka. Są jednak dobrzy ludzie na świecie.:)
Ostatnim punktem naszego programu było zwiedzanie klasztoru w Komańczy, gdzie przez kilka lat był internowany Prymas Tysiąclecia - Stefan Wyszyński.
Pełni wrażeń i dość mocno zmęczeni szczęśliwie wróciliśmy do domu.