Kiedy gra na akordeonie,
Każdy z nas z zachwytu płonie.
A gdy głos wydaje z siebie,
Wszyscy są wręcz w siódmym niebie.
Postać jego widać z daleka,
Bo on się zawsze do wszystkich uśmiecha.
Czarne upierzenie na głowie się jeży,
Prawie metr pięćdziesiąt w kapturze mierzy,
W zasadzie na co dzień tryska humorem,
Choć podczas przerw staje się… potworem.:-)
Bywa, że czasem zatańczy breakdance’a.
Wtedy swym ciałem nieźle wykręca.
Budzi tym wszystkim podziw niemały,
Lecz kiedy wokół słyszy pochwały,
On się nie czuje taki wspaniały.
I na te słowa wcale nie czeka
Tylko się do nas pięknie uśmiecha.
Można by tak o nim tak pisać bez końca,
Lecz on prosił o wierszyk krótki,
Cóż… takie są tej prośby skutki.

 


Milena Czereba kl.V