czwartek, 19.01.2017 r.

KOCHANY PAMIĘTNIKU!

Czas biegnie szybko. Minęły ferie zimowe, poprzedzone, jak co roku,zabawą choinkową. Nie opisałam ci przebiegu imprezy, ponieważ miałam dużo zajęć w związku z samą zabawą. No wiesz, próby, zajęcia dodatkowe i takie tam, różne, ważne sprawy. Dostarczyło mi to wiele stresu, brakło czasu i trochę chęci na pisanie. Dzisiaj postaram się to nadrobić.

Wracając do zabawy to krótko – było super!!! Same ferie nie zapowiadały się zbyt atrakcyjnie Pożyczyłam więc z biblioteki kilka książek, żeby się nie nudzić. W pierwszy dzień zrobiłam sobie wolne. Spałam do południa, oglądałam telewizję, poszperałam w Internecie i poszłam spać. Drugi dzień nie zapowiadał niczego fascynującego. Zimowisko szkolne. Oczywiście chęci do wyjścia z domu brak, zatem trochę z nudów, ale poszłam. A tu proszę…Niespodzianka. Wyjazd do kręgielni. Strzał w dziesiątkę. Coś nowego, innego. Moje początki gry w kręgle były… jakby to napisać…Po prostu leciałam razem z kulą, która ważyła tyle, co ja. Takie miałam wrażenie. Ale jak na pionierkę, poszło mi nieźle. Pierwsze miejsce w grupie, czyli sukces.

Kolejne dni mijały bez emocji. Ciekawym przeżyciem był przyjazd mobilnego planetarium. Wyglądało dość dziwnie. Wielka kula, w której były leżaki. Po wejściu i zajęciu miejsc, zobaczyliśmy wielki ekran wokół nas. Wrażenie, przyznam, niesamowite. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie przeżyła stresu. Cóż, to przecież ja. Ale hitem ferii okazało się lodowisko. Odkryłam w sobie nowy talent. Przynajmniej ja tak uważam. Inni mogą mieć odmienne zdanie. Łyżwy? Żaden problem. Tak myślałam na początku. Bo problemem okazało się już samo zapięcie. Ale jakoś się udało. Teraz już tylko przyjemności… Tak myślałam…Wchodzę na lód. I proszę - noga w lewo, noga w prawo. Tyle tylko, że obydwie nogi rozjechały się w różne strony w tym samym czasie. Skutek był bolesny. Ale ja się nie poddam - pomyślałam. Wstaję, próbuję opanować nogi, przynajmniej, żeby były obok siebie obydwie jednocześnie. Udało się. Minęło dziesięć minut i…. stoję pewnie. Teraz tylko do barierki - pomyślałam. Jedna noga do przodu, druga noga… Super. Przesunęłam się zaledwie o kilka centymetrów, ale nadal utrzymuję się w pozycji pionowej, asekurując się prze upadkiem dość stabilną barierką. Parę posunięć nogami i… znów leżę. Upadki były mało przyjemne. Za to cała reszta-rewelacyjna. Po godzinie przesuwania nogami, odniosłam sukces. Panowałam już nad swoim ciałem i mogłam odjechać na odległość około metra od barierki. W domu stwierdziłam, że mój talent łyżwiarski jest wielki i w kolejne dni zaczęłam go rozwijać. W efekcie, po kilku dniach, mam bardzo obolałą część ciała, która uniemożliwia mi swobodne pisanie. Dlatego, kochany pamiętniku, muszę się z Tobą żegnać.

Obiecuję, że będę rozwijać moją nowo odkrytą pasję i na pewno wszystko opiszę. No może prawie wszystko… Bo wiesz, tylko ty mnie nie wyśmiejesz i zrozumiesz. A pewne zdarzenia, nie są warte, aby o nich pisać, a nawet pamiętać. Czekaj na mnie…

Milena Czereba, kl. V